Żurawie
Witam! Teraz jest lato ze swoją dziwaczną pogodą ale dzisiaj wrócę do pewnego jesiennego wspomienia.
Wiosna i jesień to czas ptasich wędrówek. W tym czasie bardzo często... zadzieram głowę i wypatruję lecące gęsi, bociany, żurawie i inne.
Któregoś jesiennego dnia, ok. 5-7 lat temu byłam świadkiem miłego "zdarzenia". Usiadłam na schodach obok domu i wgapiłam się w niebo. Przede mną rozciągął się długi pas pól, za którym "siedzą" sobie domki, a za nimi jest gęsty i rozległy las.
W pewnym momencie usłyszałam głos lecących żurawi (tzw. "klangor"), jednak nie mogłam dostrzec skąd on dobiegał. Rozglądałam się uważnie na wszystkie strony, już byłam pewna, że ptaki już przeleciały i nie mam już co je wypatrywać. Spojrzałam przed siebie - tj. na pola i zobaczyłam, że niebo dziwnie faluje...
A gdy się lepiej przyjżałam, to dostrzegłam lecące w moim kierunku żurawie. Zaczęłam im się przypatrywać. W pewnym momencie ptaki zaczęły obniżać wysokość na kórej leciały, aż wreszcie... usiadły na polu kilkanaście metrów ode mnie. Nie miałam pojęcia w pierwszej chwili co robić -stać i czeka, czy biec po aparat lub po kogoś, po to aby zobaczył tą niesamowitą scenkę, razem ze mną.
Zdecydowałam się, że zostanę i poczekam aż żurawie odlecą w swoją stronę - myślę, że dzięki temu to spotkanie lepiej utkwiło mi głowie.
To była kolejna z moich ciekawszych ptasich obserwacji. Nie było ich zbyt dużo w moim życiu ale myślę, że starczy na kilka kolejnych wpisów. Pa!
